Od czerwca na mojej stronie zapadła cisza. Nie dlatego, że wino zniknęło z mojego życia. Wręcz przeciwnie: trochę za dużo działo się poza ekranem, przy stołach, w podróży, między kieliszkiem a notatnikiem. W międzyczasie powstawały teksty dla Stowarzyszenia Sommelierów Polskich i „Trybuszona”, ale tutaj, w moim własnym miejscu, Castilla y León musiała poczekać. Może właśnie…

